Po co to robię?
Robię to dla Naszej córki Darii, która jest chorym niepełnosprawnym dzieckiem z orzeczeniem lekarskim i jest pod skrzydłami Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”.

Po co ta wyprawa?
Wyjeżdżając na tę wyprawę pragnę poinformować, opowiedzieć, przekazać ulotkę o Darii wszystkim napotkanym ludziom dobrej woli i dużego serca, prosząc o wsparcie finansowe na dalsze leczenie, dodatkowe badania i rehabilitacje, których nie oferuje w ramach opieki medycznej nasza służba zdrowia. Pomysłów na poprawienie kondycji zdrowotnej naszego Okruszka mam w głowie mnóstwo, np.: dogoterapia, rehabilitacja wodna (baseny- kąpiele wymuszające ruchy kończyn, hydromasaże, itp.) na które to siłą rzeczy potrzeba dodatkowego budżetu.

Co chcę dzięki niej osiągnąć?
Celem wyjazdu jest zgromadzenie środków na w/w przedsięwzięcia, ale nie bezpośrednio do moich rąk lecz na konto Darii we Fundacji. Jeżeli spotkam ludzi chcących ofiarować jakieś datki, to będę ich prosił o wpłatę na to konto, chociażby w celu bezpiecznego przejazdu przez całą trasę nie martwiąc się tym, że ktoś będzie chciał nas okraść z pieniążków.
To tyle na temat trzech pytań na początku.

Jeżeli jednak ktoś miałby ochotę wesprzeć finansowo cel naszej wyprawy, to bardzo proszę o datki na numer rachunku
22 2340 0009 0600 4030 0000 1100
w Raiffeisen Polbank z dopiskiem: Na wyprawę dla Darii.

Za ewentualne wsparcie z góry serdecznie dziękuję w imieniu Darii, a także osobiście dziękuję.

Wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób przyczynią się do realizacji wyprawy i zechcą być ujęci po powrocie na liście podziękowań na stronie Darii,  proszeni są o wyrażenie zgody na umieszczenie ich na w/w liście, podając swoje podstawowe dane osobowe przy dokonywaniu przelewu lub wysyłając mi je wiadomością prywatną prze funpage’a  na facebooku. Gwarantuję, na pewno o nikim nie zapomnę.

Chciałbym napisać Wam jeszcze o moim marzeniu. Zawarłem je w poniższym opowiadaniu, które dane mi było doświadczyć osobiście:

Pewnego dnia stoję na przystanku czekając na autobus. Moją uwagę przyciąga stojąca kilkanaście metrów dalej około 30-letnia Pani z dzieckiem. Mała dziewczynka stoi i ciągnie kobietę za spódnicę mówiąc smutnym głosikiem:
-Mamusiu, a kiedy tata przyjedzie?
-Kochanie, tata niedługo przyjedzie zobaczysz- odpowiada jej kobieta gładząc małą po smutnej twarzy.
Po paru minutach podjeżdża autobus. Między innymi wychodzącego z niego pasażerami wychodzi mężczyzna, na widok którego mała blondyneczka zaczyna do niego podbiegać, a on przykuca rozkładając do niej swoje ramiona. Mała wpadając w jego objęcia krzyczy:
-Tata! Tata! Już jesteś, a my tu z Mamą tak długo na Ciebie czekamy. Kocham Cie Tatusiu, fajnie że już przyjechałeś.
-Ja Ciebie też bardzo mocno kocham moja Księżniczko i powiedz Naszej Królowej, że przed powrotem do domu idziemy na lody.
-Mama! Mama! Tatuś zabiera Nas na lody- krzyczy rozpromieniona malutka.
Ach, stoję jak tak ta sierotka, łzy cisną mi się do oczu, czy będzie mi kiedyś dane przeżyć coś tak wspaniałego? Autobus odjeżdża beze mnie, a ja przykuty tym widokiem rozpływam się w zadumie.
To jest największe marzenie w moim życiu, by tak kiedyś, jak ten mężczyzna móc przeżyć to, co on teraz. By kucając móc zobaczyć moją małą, cudowną, biegnącą o własnych siłach do mnie Darjunię, która wpada w moje ramiona z uśmiechem na buzi i mówi do mnie to, co ten Tata usłyszał. Chyba nie może być nic piękniejszego dla ojca, jak być świadkiem takiej chwili i usłyszanych takich słów.
Mam nadzieję, wierzę i to trzyma mnie przy życiu, że kiedyś będzie mi to dane.
To jest moje jedyne, największe marzenie, na które czekam i czekał będę, a także robił wszystko co w mojej mocy, aby się spełniło.
Przepraszam…kończę,bo oczy…”mi się pocą”, a muszę być silny i mocny, bo jeszcze tyle do zrobienia.
Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli i ogromnego serca, trzymajcie się, bądźcie zdrowi i może do zobaczenia na trasie.
Tata Darii – Marek