25.06.2015r. czwartek (24-dzień wyprawy)
  •   g. 7.00 Pobudka po nocy spędzonej na plaży, wydostaję się ze śpiwora, składam cały majdan i wyprowadzam rower z plaży na wydmy. Mała gimnastyka, rozprostowanie kości i w drogę na wschód pobrzeżem Bałtyku. Po paru kilometrach krótka przerwa na mały kąsek w otoczeniu morskiej scenerii, by po kolejnych paru kilometrach dojechać do brukowej drogi biegnącej wzdłuż dawnego poligonu, gdzie co jakiś czas mijam się pojazdami wojskowymi. Przedostaję się przez teren zwanym Nadmorskim Lasem Bażynowym, by dalej kocimi łbami dotrzeć do osiedla chyba po militarnego, gdzie niedaleko za nim móc przejechać przez most na rzece Rega i znaleźć się w m. …
  •   g. 9.00 Mrzeżyno. Tu jako dziecko i nastolatek spędzałem z rodzicami w C.P.N.-owskim domu wczasowym Koral lub na koloniach letnich swoje coroczne wakacje. W centrum miasteczka w salonie fryzjerskim od miłych Pań zostaje mi pożyczona ładowarka do komórki, która nad ranem padła, a moja pojechała w trasę z Władkiem. W ten oto sposób mogę połączyć się z Gosiaczkiem, opisując gdzie teraz jestem. Następnie po drugiej stronie ulicy wchodzę do marketu by uzupełnić zapasy picia i jedzenia na dalszą podróż. W małej uliczce za sklepem robię sobie małą przerwę na śniadanie, gdzie widzący mnie i napisy celu wyprawy na koszulce mężczyźni podejmują ze mną rozmowę. Trafiamy na wspólne tematy, gdyż są oni rodowitymi mieszkańcami Mrzeżyna, a ja mogę się pochwalić swoimi wspomnieniami sprzed lat spędzonych tutaj podczas dawnych wakacji. Opowiadam im o czasach, gdzie będąc tu na koloniach letnich visa vi terenu kolonii była mała stacja benzynowa, której dzisiaj już nie ma. Fajnie jest od tubylców posłuchać nieznanych opowieści o miasteczku, ale cóż muszę je przerwać, bo czas nagli, a kilometry same się nie zrobią więc dziękując za spotkanie żegnam się i wsiadam na rower, by dalej o g. 9.50 podążać na…
  • g. 10.35 Rogowo, dalej drogą między Bałtykiem a jeziorem Resko na…
  • g. 10.55 Dźwirzyno
  • g. 11.20 Grzybowo
  • g. 12.10 Kołobrzeg, na molo, potem dalej biegnącą wzdłuż Bałtyku nadmorską ścieżką rowerową, gdzie zagaja ze mną rozmowę podczas jazdy na temat Darii studentka z Poznania jadąca rowerami wraz z koleżeństwem do Ustronia Morskiego, ale najpierw wspólna droga do…
  • g. 12.40 Bagicz, nieopodal lotniska, byłej radzieckiej bazy lotniczej
  • g. 13.10 Sianożęty
  • g. 13.50 Ustronie Morskie, tu kończy się czas naszej rozmowy ponieważ ja podążam dalej na wschód, a grupka studentów zakotwicza w Ustroniu, ale był to mile spędzony czas wśród młodych, fajnych ludzi.
  • g. 14.10 Wieniotowo, leśną drogą na…
  • g. 14.25 Pleśna
  • g. 14.45 Gąski, tu zatrzymuję się robiąc przerwę na obiad przy sklepiku spożywczym. Po ok. 30 minutach ruszam na…
  • g. 15.50 Sarbinowo
  • g. 16.10 Chłopy
  • g. 16.45 Niegoszcz
  • g. 16.55 Mielenko
  • g. 17.15 Mielno, dalej pomiędzy morzem a jeziorem Jamno na…
  • g. 17.30 Unieście
  • g. 18.15 Łazy, tutaj zostałem źle poinformowany o dalszej ścieżce rowerowej na wschód, gdzie okazało się, że straciłem godzinę musząc wracać z powrotem na Łazy
  • g. 19.20 Osieki, drogą z płyt betonowych na…
  • g. 19.30 Rzepkowo, piaszczystą drogą na…
  • g. 19.45 Iwięcino
  • g. 20.05 Bielkowo
  • g. 20.10 Gleźnówko
  • g. 20.20 Gleźnowo, przy jeziorze Bukowo na…
  • g. 20.30 Bukowo Morskie
  • g. 20.50 Dąbki
  • g. 21.15 Bobolin
  • g. 21.25 Żukowo Morskie, po krótkim postoju i przestudiowaniu mapy postanawiam jechać non stop, by dotrzeć w nocy lub nad ranem do Jarosławca, gdzie mogę liczyć na dzień odpoczynku na zaprzyjaźnionym polu namiotowym, gdzie jakiś czas temu byliśmy parę razy z Gosią i starszą córką Laurą.
  • g. 22.10 Darłowo, po zapadnięciu zmierzchu na…
  • g. 22.50 Darłówko
  • g. 23.20 Trzmielewo, dalej drogą nr 203 na…
  •   g. 0.00 Zakrzewo, to już po północy także mamy 26.06.2015r. piątek, czyli 25-dzień wyprawy
  •   g. 0.15 Kopnica
  •   g. 0.30 Drozdowo, na skrzyżowaniu w lewo na…
  •   g. 0.50 Barzowice
  •   g. 1.30 Rusinowo, tu też w lewo na…
  •   g. 2.30 Jarosławiec, czekam drzemiąc na ławce do rana, aż obudzą się w domu właściciele pola namiotowego, by poprosić ich o schronienie na dobę. Po godzinie szóstej zaczyna się ruch na polu namiotowym więc wchodzę i witam się z mieszkańcami, którzy po latach poznają mnie i oferują mi pokoik na parterze, gdzie mieści się też rower. Przesypiam parę godzin i około południa idę po latach odnowić wspomnienia ubiegłych spędzonych tu chwil, zobaczyć co się zmieniło. W pobliskiej smażalni posilam się smacznym plackiem węgierskim. Wracając na kwaterę widzę zejście nad morze w bliskości pola namiotowego, którego to nie było w czasie naszego ostatniego tu wypoczynku. Dziesięć lat temu, żeby zejść na plażę trzeba było spacerem iść aż do centrum i dopiero tam można było się spotkać z morzem. Po południu łączę się z Władkiem, który to wypoczywa też dobę, ale w Łebie. Wstępnie ustalamy miejsce i czas ponownego spotkania, by dalej kontynuować przejazd razem. Potem wieczorem rozmawiam z Gosią, co u niej słychać, jak dziewczynki? Głosy nasze drżą ze wzruszenia, bo zarówno mnie, jak i Gosi udziela się już tęsknota za sobą, za duży czas rozłąki, ale staram się kochanie moje pocieszyć, że już z górki, że za parę dni wreszcie się spotkamy. Po długiej rozmowie wieczorem kładę się spać, by przez noc nabrać sił do jutrzejszego wyjazdu w ciąg dalszy trasy. C.d.n.