Dla Darii
Dookoła Polski na rowerze

Po co to robię?

Robię to dla Naszej córki Darii, która jest chorym niepełnosprawnym dzieckiem z orzeczeniem lekarskim i jest pod skrzydłami Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”.

Po co ta wyprawa?

Wyjeżdżając na tę wyprawę pragnę poinformować, opowiedzieć, przekazać ulotkę o Darii wszystkim napotkanym ludziom dobrej woli i dużego serca, prosząc o wsparcie finansowe na dalsze leczenie, dodatkowe badania i rehabilitacje, których nie oferuje w ramach opieki medycznej nasza służba zdrowia. Pomysłów na poprawienie kondycji zdrowotnej naszego Okruszka mam w głowie mnóstwo, np.: dogoterapia, rehabilitacja wodna (baseny- kąpiele wymuszające ruchy kończyn, hydromasaże, itp.) na które to siłą rzeczy potrzeba dodatkowego budżetu.

Po co ta wyprawa?

Celem wyjazdu jest zgromadzenie środków na w/w przedsięwzięcia, ale nie bezpośrednio do moich rąk lecz na konto Darii we Fundacji. Jeżeli spotkam ludzi chcących ofiarować jakieś datki, to będę ich prosił o wpłatę na to konto, chociażby w celu bezpiecznego przejazdu przez całą trasę nie martwiąc się tym, że ktoś będzie chciał nas okraść z pieniążków.
To tyle na temat trzech pytań na początku.

Jeżeli jednak ktoś miałby ochotę wesprzeć finansowo cel naszej wyprawy, to bardzo proszę o datki na numer rachunku
22 2340 0009 0600 4030 0000 1100
w Raiffeisen Polbank z dopiskiem: Na wyprawę dla Darii.

Za ewentualne wsparcie z góry serdecznie dziękuję w imieniu Darii, a także osobiście dziękuję.

Wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób przyczynią się do realizacji wyprawy i zechcą być ujęci po powrocie na liście podziękowań na stronie Darii,  proszeni są o wyrażenie zgody na umieszczenie ich na w/w liście, podając swoje podstawowe dane osobowe przy dokonywaniu przelewu lub wysyłając mi je wiadomością prywatną prze funpage’a  na facebooku. Gwarantuję, na pewno o nikim nie zapomnę.

Chciałbym napisać Wam jeszcze

o moim marzeniu

Zawarłem je w poniższym opowiadaniu, które dane mi było doświadczyć osobiście:

Pewnego dnia stoję na przystanku czekając na autobus. Moją uwagę przyciąga stojąca kilkanaście metrów dalej około 30-letnia Pani z dzieckiem. Mała dziewczynka stoi i ciągnie kobietę za spódnicę mówiąc smutnym głosikiem:

– Mamusiu, a kiedy tata przyjedzie?
– Kochanie, tata niedługo przyjedzie zobaczysz- odpowiada jej kobieta gładząc małą po smutnej twarzy.

Po paru minutach podjeżdża autobus. Między innymi wychodzącego z niego pasażerami wychodzi mężczyzna, na widok którego mała blondyneczka zaczyna do niego podbiegać, a on przykuca rozkładając do niej swoje ramiona. Mała wpadając w jego objęcia krzyczy:

– Tata! Tata! Już jesteś, a my tu z Mamą tak długo na Ciebie czekamy. Kocham Cie Tatusiu, fajnie że już przyjechałeś.
– Ja Ciebie też bardzo mocno kocham moja Księżniczko i powiedz Naszej Królowej, że przed powrotem do domu idziemy na lody.
– Mama! Mama! Tatuś zabiera Nas na lody- krzyczy rozpromieniona malutka.

Ach, stoję jak tak ta sierotka, łzy cisną mi się do oczu, czy będzie mi kiedyś dane przeżyć coś tak wspaniałego? Autobus odjeżdża beze mnie, a ja przykuty tym widokiem rozpływam się w zadumie.

To jest największe marzenie w moim życiu, by tak kiedyś, jak ten mężczyzna móc przeżyć to, co on teraz. By kucając móc zobaczyć moją małą, cudowną, biegnącą o własnych siłach do mnie Darjunię, która wpada w moje ramiona z uśmiechem na buzi i mówi do mnie to, co ten Tata usłyszał. Chyba nie może być nic piękniejszego dla ojca, jak być świadkiem takiej chwili i usłyszanych takich słów.

Mam nadzieję, wierzę i to trzyma mnie przy życiu, że kiedyś będzie mi to dane.
To jest moje jedyne, największe marzenie, na które czekam i czekał będę, a także robił wszystko co w mojej mocy, aby się spełniło.

Przepraszam…kończę,bo oczy…”mi się pocą”, a muszę być silny i mocny, bo jeszcze tyle do zrobienia.

Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli i ogromnego serca, trzymajcie się, bądźcie zdrowi i może do zobaczenia na trasie.

Tata Darii – Marek

Witam wszystkich sympatyków strony Darii. Pragnę Was bardzo mocno przeprosić za ciszę na stronie mojej Kruszynki. Proszę, byście zrozumieli, że po powrocie do Bydgoszczy (29-go czerwca), po dobie odpoczynku wróciłem do pracy i dostałem wiadomość od przełożonych, że 19-ego lipca muszę zaliczyć tzw. egzamin stanowiskowy na swoim miejscu pracy (to moje być, albo nie być we firmie), więc oprócz prozy życia codziennego typu :rodzina, dom, praca, musiałem poświęcić czas na przygotowanie się do testów egzaminacyjnych. Było ciężko, ale dałem radę, a teraz postaram się to nadrobić i jeszcze raz proszę o zrozumienie mojego braku odzewu po powrocie.
 
 
A zaczęło się tak:
02.06.2015r
  • g. 6.00 Jadę po Władka do Białych Błót. Zaczyna się pierwszy test w Bydgoszczy pod górkę ul. Szubińską (trasa na Poznań), dla ciekawych informuję, że rower mój Giant Expression waży 17 kg. + ja 70 kg. = 87 kg. Po zważeniu całego ekwipunku: rower, ja, sakwy, odzież (koszulki, bielizna, skarpetki, kolarki, szorty, zapasowe buty rowerowe, rękawice, kompletna odzież przeciwdeszczowa), środki do utrzymania codziennej higieny osobistej, podstawowe zabezpieczenie sprzętowe roweru (dętki, szprychy, łańcuch, narzędzia, pompka, wentyle), namiot, śpiwór, karimata okazało się, że moja maszyna + ja = 132 kg. O kurcze, będzie co dygać przez całą Polskę (około 45 kg. zabezpieczenia.
  • g. 7.40 Jestem u Władka w Białych Błotach. Do Władka przyjechał rowerem z Torunia jego kolega Janusz, który będzie nam towarzyszył w pierwszych kilometrach wyprawy.
  • g. 8.00 Spotkanie z Wójtem Białych Błót Panem Maciejem Kulpa, który to zechciał objąć patronat honorowy naszej wyprawy. Otrzymaliśmy od niego zapas wód i batonów regeneracyjnych na trasę. Wspólne pożegnalne fotki.  uścisk rąk. Trochę się wzruszyłem, gdy zobaczyłem, że przyszedł mnie pożegnać mój stary dobry przyjaciel Rysiu Przekurat, kiedyś Bydgoszczak, dziś mieszkaniec Białych Błót. Koniec sentymentów, g. 8.20 w drogę.
  •  g. 9.20 Bożenkowo; krótki postój na posiłek, sprawdzenie mocowania sprzętu po parunastu kilometrach i wyjazd o g.9.40.
  • g. 10.00 Samociążek; wjeżdżamy w uroczą przyrodę Zalewu Koronowskiego
  • g. 10.10 Koronowo.
  • g. 10.30 Nowy Jasiniec.
  • g. 10.40 Serock.
  • g. 10.55 Małe Łąkie.
  • g. 11.00 Świekatowo; żegnamy Zalew Koronowski podążając ku Borom Tucholskim.
  • g. 11.45 Ostrowite.
  • g. 12.00 Jędrzejewo.
  • g. 12.05 Lniano.
  • g. 12.15 Lnianek.
  • g. 12.20 Mszano (dla dociekliwych czasy przejazdu są prawdziwe, gdyż każda przejechana miejscowość w danym czasie została nagrana na dyktafonie, a teraz przy opisie odtwarzana).
  • g. 12.25 Brzemiona.
  • g. 12.45 Tleń. Tu przywitali i dołączyli do nas na dalszą trasę koledzy Władka z lat szkolnych Kazik z Andrzejem.
  • g. 13.00 Łążek.
  • g. 13.10 Łąski Piec.
  • g. 13.25 Śliwiczki.
  • g. 13.30 Śliwice.
  • g. 13.45 Krówno Duże.
  • g. 13.55 Krowno Małe.
  • g. 14.00 Osieczna. Tutaj zostaliśmy przyjęci w domu Andrzeja pycha rosołem z makaronem, a potem świeżo co upieczoną (jeszcze ciepłą) drożdżówką, której to mistrzynią okazała się żona Andrzeja. Ugoszczeni i najedzeni jak bąki wyjeżdżamy o 14.40. Do naszej ekipy dołącza się sąsiad Andrzeja Adrian.
  • g. 15.30 Osowo Leśne. Na kwadrans odwiedzamy kolejnych starych znajomych Władka – Marzenę i Stefana Bartwickich, gdzie zaopatrujemy się w zimna wodę na dalszą drogę.
  • g. 16.00 Borzechowo.
  • g. 16.05 Bietowo.
  • g. 16.10 Lubichowo. Zaproszeni odwiedzamy Krystynę i Piotra Reimus – kolejnych „starych” znajomych Władka, a potem goszcząc u Ewy i Kazika Alfut zostajemy podjęci pyszną smażona rybą, skąd ok. 18-tej wyruszamy w dalsza drogę w jeszcze większym skladzie, gdyz zechcialy nam towarzyszyc w przejeździe Krysia i Ewa.
  • g. 18.10 Mosciska.
  • g. 18.15 Zielona Gora.
  • g. 18.20 Lipinki Krolewskie.
  • g. 18.40 Starogard Gdanski. Odwiedzamy Ewe i Kazika Belka (wlascicieli firmy EKB), ktorzy to dzieki ogromnemu ich sercu wykonali dla nas ulotki informacyne o celowosci wyjazdu dla Darii dookola Polski za free (wielkie dzieki, czapki z glow) i przez chwile moglismy sie poczuc jak easy raiders dosiadajac przepieknego Harleya Ewy i Kazika, skad ok. 19.15 wyruszamy dalej do…
  • g. 19.40 Kokoszkowy. Tu korzystamy z goscinnosci Justyny i Lukasza Kreft – kuzyna Wladka, ktorzy to zaoferowali nam schronienie na noc pod dachem swojego domu. Tu tez dziekujac za eskorte: od Tlenia – Andrzejowi i Kazikowi, od Osiecznej – Adrianowi, a od Lubichowa plci pieknej – Ewie i Krystynie zegnamy cala ekipe, ktora wraca spowrotem do domu. Po blisko 160 km, po dniu pelnym wrazen zmeczeni ok. 23-ej kladziemy sie spac (pogoda przez caly dzien byla w sam raz, ok.20 st. C, bezdeszczowo – oby tak dalej, no ale to 1-szy dzien, a 29 jeszcze przed nami).
  •  g. 6.00 Pobudka w Kokoszkowy, śniadanie, podziękowania za gościnę i nocleg
  •  g. 7.00 Wyjazd z Kokoszkowy
  •  g. 7.25 Trzcińsk, tu zapraszają nas na śniadanie Teresa Kreft oraz Bożena i Tomek Muszyński. Dzięki Pani Teresie dostajemy namiary telefoniczne na Wojtka Twardego pozytywnie zakręconego rowerzystę z Trójmiasta, który to zaoferował się przyjść nam z pomocą w kwestii jak najlepszego przejazdu przez aglomerację miejską
  •  g. 9.00 Wyjazd z Trzcińska
  •  g. 9.05 Siwiałka
  •  g. 9.15 Godziszewo
  •  g. 9.25 Gołębiewko
  •  g. 9.30 Gołębiewo Wielkie
  •  g. 9.40 Trąbki Wielkie
  •  g. 9.45 Kaczki
  •  g. 9.50 Kłodawa
  •  g. 9.55 Żukczyn
  • g. 10.00 Rusocin
  • g.10.10 Pruszcz Gdański. Zostaliśmy miło przywitani i ugoszczeni przez dowódcę Państwowej Straży Pożarnej Józefa Jankowskiego wraz z podległym mu zastępem SP. Tu też spotykamy się z Paniami wychowawczyniami, które to wraz z dziećmi z przedszkola przyszły odwiedzić strażaków. Zainteresowanym strażakom, paniom i dzieciom opowiadam o mojej Darii, i o celu wyprawy. Potem przybywa prędzej wspomniany Wojtek Twardy, a pół godziny dalej Pan Andrzej Raduński reporter TVP Gdańsk, który to robi o wyprawie dla Darii reportaż do w/w telewizji. Po repotażu dziękując strażakom, paniom i dzieciom za miłe spotkanie udajemy się za Wojtkiem, który znając Trójmiasto przeprowadza nas bezpiecznie do Gdańska na ul. Długą, gdzie przy pomniku Neptuna
  • g.14.50 Spotykamy się z Panią Olgą Zielińską, która to robi z nami wywiad dla Oddziału Zarządu Regionu NSZZ Solidarność.Zapomniałem dodać, że spotkanie z Panią Olgą jak i z Panem Andrzejem z TVP, to zasługa zorganizowania tych spotkań przez Tomka Muszyńskiego. Po wywiadzie na siodła i dalej w drogę za prowadzącym nas Wojtkiem.
  • g.15.20 Przejazdowo
  • g.15.35 Bogatka
  • g.15.45 Wiślinka
  • g. 15.55 Sobieszewo
  • g.16.20 Świbno, przeprawa promowa przez Wisłę, która około pół kilometra dalej łączy się z Bałtykiem
  • g.16.55 Jantar
  • g. 17.05 Junoszyno
  • g.17.10 Stegna
  • g.17.15 Popowo
  • g.17.45 Tujsk, mała przerwa na przystanku autobusowym, aby coś przekąsić
  • g.17.55 Stobiec
  • g.18.20 Marzęcino
  • g.18.55 Nowinki
  • g.19.05 Stobna
  • g.19.10 Kępki
  • g.19.20 Kępa Rybacka
  • g.19.35 Nowakowo, przeprawa pontonowym mostem
  • g.19.55 Jagodno
  • g.20.00 Kamionek Wielki
  • g.20.20 Suchacz
  • g.20.40 Kadyny, pierwszy sprawdzian pod niezłą górę, prawie jak w Tatrach
  • g.20.50 Janówek
  • g. 21.05 Tolkmicko, tu zostajemy na noc u Państwa w domku jednorodzinnym na pokoju mając dostęp do łazienki z prysznicem oraz kuchnią. Rowery odpoczywają w garażu. Trochę jesteśmy zdziwieni ceną za noc (35 zł/osoba), gdyż do pokoju weszliśmy o g. 21.30, a mówiliśmy, że z pościeli nie będziemy korzystać, bo mamy własne śpiwory, pokój będziemy zwalniać jutro ok. g.7.00, no ale cóż – życie.
  • Tak oto mija 2-gi dzień wyprawy, mamy pokonane ok. 293 km. Przed Tolkmickiem niezłe podjazdy dały nam się we znaki, także dzwonimy do swoich rodzin powiadamiając, gdzie jesteśmy, po czym padamy jak muchy, by przy pomocy snu nabrać sił do dalszej jutrzejszej jazdy.
05.06.2015r.
  •   g. 6.00 Pobudka, toaleta poranna, pakowanie rowerów, sprzątnięcie świetlicy i po jej zamknięciu oddanie kluczy z podziękowaniami za umożliwienie noclegu Sołtysowi Mołtajn Panu Romanowi Głód. Następnie krótki przejazd do domu Państwa Dziadyk-Dziakiewicz na zaproszone śniadanie. Po nim wpisanie się do księgi pamiątkowej Mołtajn prowadzonej przez rodzinę. Wzruszyłem się, gdyż dostałem dla Darii łańcuszek z medalikiem Matki Boskiej z dzieciątkiem. Łzy same cisnęły się do oczu za okazane serce, wczorajszą i dzisiejszą gościnę, normalnie złoci ludzie. Na koniec żegnamy się robiąc sobie z nimi pamiątkowe zdjęcia oraz na tle sąsiadującej z ich domem Parafią i wyjeżdżamy z przeuroczych Mołtajn o g. 8.25 w kierunku na…
  •   g. 8.40 Asuny, stąd do granicy z Rosją jest około 800 m w linii prostej
  •   g. 8.50 Święty Kamień
  •   g. 9.05 Łęknica
  •   g. 9.25 Wilczyny
  •   g. 9.35 Średni Dwór
  •   g. 9.40 Srokowo, potem przez Leśniewo na…
  • g. 10.05 Stawki, przed jeziorem Mamry przy fajnym miejscu na 15-minutowy odpoczynek robimy fotki
  • g. 10.35 Trygort
  • g. 10.45 Węgorzewo
  • g. 11.15 Czerwony Dwór
  • g. 11.25 Droglewo
  • g. 11.30 Więcki
  • g. 11.35 Budry
  • g. 11.45 Grądy Węgorzewskie
  • g. 11.50 Popioły
  • g. 12.05 Mieczniki
  • g. 12.15 Banie Mazurskie
  • g. 12.20 Wróbel
  • g. 12.25 Stadnica
  • g. 12.30 Surminy
  • g. 12.40 Boćwinka
  • g. 12.45 Okrasin
  • g. 12.50 Główka
  • g. 12.55 Jeziorki Wielkie
  • g. 13.25 Marcinowo
  • g. 13.30 Wronki Wielkie
  • g.13.40 Gołdap
  • g. 14.40 Podkuny
  • g. 14.45 Jurkiszki
  • g. 14.50 Galwiecie
  • g. 15.05 Pluszkiejmy
  • g. 15.10 Rogajny
  • g. 15.20 Zawiszyn
  • g. 15.25 Dubieninki
  • g. 15.35 Barcie
  • g. 15.40 Kiepojcie
  • g. 15.45 Linowo
  • g. 15.50 Błąkały
  • g. 16.10 Żytkiejmy, do granicy z Rosją ok. 900 m
  • g. 16.30 Lenkupie (ja lnu nie potrzebuję więc dziękuję nie kupuję – taki żarcik)
  • g. 16.50 Bolcie, około 200 m do spotkania się granicami trzech Państw: Polski, Litwy i Rosji
  • g. 17.05 Wiżajny, za nimi 15 minut przerwy na coś na ząb i na parę fot
  • g. 17.45 Rowele
  • g. 17.55 Kadaryszki
  • g. 18.00 Rutka Tartak, stąd niesamowicie stromo pod górę
  • g. 18.10 Baranowo
  • g. 18.15 Bognatowizna
  • g. 18.25 Białobłota
  • g. 18.35 Becejły, tu odpoczynek połączony z posiłkiem, skąd wyjazd dalej o g. 19.20 na…
  • g. 19.25 Szypliszki
  • g. 19.35 Słobódka
  • g. 19.40 Zaboryszki
  • g. 19.55 Boksze Stare
  • g. 20.00 Smolany
  • g. 20.10 Murowany Most
  • g. 20.30 Babańce
  • g. 20.40 Sejny
  • g. 21.15 Poćkuny
  • g. 21.25 Folwark Berżniki, tu dzięki danemu nam kontaktowi od strażaka Borysa ze Straży Pożarnej w Pruszczu Gdańskim osiadamy na noc u jego babci, bardzo miłej Pani Kasjanow. Dziś przejechany dystans to 190 km. Trochę obawiam się dalszej trasy, gdyż pojawiają mi się silne odparzenia w okolicach krocza i pośladków, ale nie będę opisywał szczegółów, by nie zniesmaczyć czytających, kto ma wyobraźnie niech się domyśli. Po prostu muszę się sobą porządnie zaopiekować, jak rodzice noworodkiem po kąpieli, wytrawni rowerzyści wiedzą o co chodzi, tak więc koniec tematu, będzie dobrze, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. C.d.n.
06.06.2015 r. (5-ty dzień wyprawy)
  •   g. 6.60 Pobudka w Folwark Berżniki, ogarnięcie siebie i rowerów, przed ósmą zdjęcia pamiątkowe z Panią Kasjanow, podziękowanie za gościnę, nocleg i o…
  •   g. 8.10 wyjazd z Folwarku
  •   g. 8.25 Kukle
  •   g. 8.30 Posejnele
  •   g. 8.35 Aleksiejówka
  •   g. 8.40 Giby
  •   g. 9.15 Frącki
  •   g. 9.30 Strzelcowizna, stąd na prawo około 13 km i Polska kończy graniczyć z Litwą, a zaczyna z Białorusią
  • g. 10.25 Mikaszówka
  • g. 10.35 Gruszki
  • g. 11.30 Rubcowo
  • g. 11.55 Skieblewo
  • g. 12.20 Lipsk
  • g. 13.10 Dąbrowa Białostocka
  • g. 13.25 Brzozowo
  • g. 13.30 Krugło
  • g. 13.35 Nierośno
  • g. 13.40 Łozowo
  • g. 13.45 Mościcha
  • g. 13.50 Słomianka
  • g. 13.55 Bierwicha
  • g. 14.00 Siekierka
  • g. 14.10 Makowlany
  • g. 14.20 Racewo
  • g. 14.30 Jacowlany
  • g. 14.35 Woroniany
  • g. 14.50 Kraśniany, c.d.n.
  • g.15.00 Sokółka, tu po prawie 90 km przejechanych i mimo wczesnej pory w stosunku do poprzednich dni przerywamy dalszy przejazd, gdyż EKB (tak, tak pamiętacie Ewę i Kazika Belka ze Starogardu Gdańskiego?) specjalnie dla nas przyjechali do Sokółki na swoim cudownym Harley’u z kolejną wielką porcją ulotek o Darii. Tutaj też dzięki nim zostaliśmy zaproszeni na porządny obiad od paru dni, dalszym popołudniem udaliśmy się na spacer po Sokółce uwieczniając parę zdjęć przy Kościele p.w. św. Antoniego Padewskiego (P 6061500, 02-06, 10), a potem przy Cerkwii p.w. św. Aleksandra Newskiego (P 6061507, 09, SAM 5512). Zrobiliśmy też parę fotek w Zajeździe Bakunówka (SAM 5505, 07), w którym to małżeństwo zapewniło nam nocleg za free !!!
07.06.2015 r. (6-ty dzień wyprawy)
  •   g. 7.00 Pobudka po głębokim śnie na normalnym łóżku w normalnym pokoju, przygotowanie do wyjazdu i…
  •   g. 8.00 Wyjazd z Sokółki, Władek wyjeżdża godzinę później, bo jeszcze spotyka się z Ewą i Kazikiem Belka
  •   g. 8.35 Stara Kamionka
  •   g. 8.50 Kolonia Słoja
  •   g. 8.55 Słójka
  •   g. 9.05 Szudziałowo
  •   g. 9.15 Ostrówek
  •   g. 9.30 Krynki
  • g. 10.10 Kruszyniany ja przy meczecie tatarskim z XVIII wieku, a Władek potem. Za Kruszynianami w kierunku na Łużany przy tablicy woj. podlaskie po stronie powiatu sokólskiego kończy się asfalt, a na powiecie białostockim zaczyna się kamienno-piaszczysta droga wyrzeźbiona prawdopodobnie tarką przez ciężkie pojazdy terenowe, ciężarowe i traktory, także ku Łużanom porządny zębościsk, by plomby nie wypadły, ale cóż polskie drogi raz są lepsze, a raz gorsze, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Strach tylko o rower, czy zamocowany bagaż wytrzyma tak ekstremalną próbę bycia cały czas na swoim miejscu podczas niezłego wytrzęsienia. Według mnie bezpieczna prędkość przejazdu przy panowaniu nad rowerem to 10-15 km/h, a i tak karimacie i śpiworowi się to nie spodobało, potrafiły podziękować za taką podróż wypadając z całego mocowania do pobliskiego rowu. No i pakujemy cały sprzęt od nowa na rowerze
  • g. 10.35 Łużany
  • g. 10.50 Jaryłówka
  • g. 11.00 Bobrowniki, tu ok. 400m do granicy z Białorusią, chwila asfaltu, a potem znów szutrówka na…
  • g. 11.30 Gobiaty
  • g. 11.50 Świsłoczany, gdzie mija mnie kierowca Dacii, który chyba przeczytał na mojej żółtej kamizelce odblaskowej cel podróży (Dla Darii rowerem dookoła Polski VI-2015 r.), gdyż zwalnia, zrównuje się ze mną, opuszcza szybę samochodu i podczas jazdy zaprasza  na spotkanie do siebie do…Cerkwi p.w. św. Jana Teologa w …
  • około g.12.10 w Mostowlanach przyjeżdżam na teren Cerkwi prawosławnej p.w. św. Jana Teologa, gdzie zostaję przyjęty przez Popa tejże świątyni i tu od razu sprostowanie od duchownego: Nie mówi się Pop, gdyż jest to dawne, a nie mile słyszane i odbierane dzisiaj nazewnictwo cerkiewnej osoby duchownej. Jest to dwojako kojarzone: Po pierwsze w poprzednim systemie komunistycznym było to kojarzone z Przewodniczącym Organu Partyjnego (POP), po drugie z angielskiego pope, to Papież w wierze katolickiej, a księża cerkiewni proszą, by tak ich nie określać, gdyż tak wysoko nie mierzą i nie mają zamiaru być konfliktowymi z wiarą katolicką. Po zapytaniu duchownego jak należy się do niego zwracać dostaję odpowiedź, że tu na wschodnim pograniczu przyjęty jest zwrot Baciaszka (ponoć z rosyjskiego bacia to taki ojczulek) i jak w tych stronach tak się zwrócisz do każdego przydrożnego człowieka, to on wie o kogo pytasz i kogo szukasz. Tutaj to normalne, ale dla mnie to jednak zaskoczenie, że duchowny cerkiewny legalnie ma rodzinę: żonę, dzieci i moim zdaniem to dobrze, gdyż nie jest źle odbierany przez środowisko w którym żyje, a i otoczenie wie, że tak jest normalnie i naturalnie. Może wkładam kij w mrowisko, ale uważam, że gdyby tak było w katolicyzmie, to byłoby wszystko jasne i nie byłoby tyle nagonek na księży i ich życie prywatne i obcięłoby się języki wszystkim moherowym beretom, które na stare lata mają za dużo wolnego czasu i tylko patrzą, jak tu komuś obrobić cztery litery. To moje prywatne zdanie. W międzyczasie dołącza Władek i zostajemy przez małżonkę Baciaszki ugoszczeni tak sowitym posiłkiem, że trudno po nim w ogóle wstać i się ruszyć, o kurcze a gdzie tu jeszcze dalej jechać w drogę, oj będą spore problemy, czy dętki i opony to wytrzymają 🙂 . Dowiadujemy się również, że katolickie: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, to prawosławny odpowiednik: Sława Isusu Chrystu. Mnie osobiście bardzo utkwiło w pamięci piękne słowa, które padły z ust duchownego: Czto  imiejem nie chranim, patierawszy płaczem, co należy tłumaczyć jako: Co mamy nie chronimy (nie dbamy), straciwszy to płaczemy. Według mnie bardzo mądre, życiowe słowa. Po uczcie dostajemy dyspensę ubraniową i w strojach rowerowych możemy dostąpić zaszczytu zwiedzenia cerkwi prawosławnej od środka. Po zwiedzeniu i dowiedzeniu się podstaw doktryn wiary prawosławnej od Baciaszki Daria dostała w podarunku pamiątkowe prawosławne obrazki święte i krzyżyk prawosławny z zapewnieniem duchownego, że będzie się modlił o zdrowie dla mojego Okruszka. Bardzo dziękuję, oczy mi się szklą, trudno ukryć mi wzruszenie. Jednocześnie nasuwa mi się refleksja: Nie istotny w tym momencie rodzaj wyznawanej wiary, a szczere serce dla drugiego człowieka, a to w dzisiejszych czasach bardzo rzadka rzecz. Dziękujemy za wszystko i ruszamy dalej w drogę-kierunek:
  • g. 14.15 Dublany
  • g. 14.30 Kondratki
  • g. 14.35 Jałówka
  • g. 14.45 Szymki
  • g. 15.05 Juszkowy Gród
  • g. 15.50 Tanica
  • g. 16.00 Bagniuki
  • g. 16.05 Bondary
  • g. 16.35 Lewkowo Nowe
  • g. 16.40 Planta
  • g. 16.50 Narewka
  • g. 17.05 Świnoroje
  • g. 17.35 Zwodzieckie, c.d.n.
  • 17.40 Nowosady i kolejna cerkiew
  • g. 17.50 Dubiny – Cerkiew p.w. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny
  • g. 18.10 Hajnówka, ja robię sobie półgodzinną przerwę na kolację pod spożywczakiem (trzy buły, kiełbasa sucha, karton mleka), a Władek myka do Białowieży chcąc zobaczyć namiastkę Puszczy Białowieskiej. Po rekonesansie Hajnówki udaje mi się znaleźć nocleg na dziś u strażaków w PSP Hajnówka, o czym powiadamiam Władka. Przed 21-szą, po wcześniejszym wyjeździe po Władka jesteśmy w cywilizowanych warunkach budynku PSP (kuchnia, łazienka, pokój) i około 23-ciej czas na złapanie poziomu w łóżkach, c.d.n.